ODCISK PALCA




obowiązkowa lektura
Nowy Człowiek
erotycznie
kotek go wkurwia

Inne uzewnętrznienia internetowe.
Lisa
Robin
Dudla
Michał
Thorn

ARCHIWUM
2005
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj




Jeszcze zdążę zakwitnąć, zaszumieć, znowu się zgubić i znajdę czas na strach i na nadzieje płowe.


wrr
Słowo daję, ale jeżeli dziadek kiedykolwie będzie chciał trenować mojego synka, który rzekomo "ma tzw. dobre warunki" to wezmę młotek i wybiję z głowy ten pomysł. Ja rozumiem, że skrzywienie zawodowe robi swoje, ale są pewne granice.

Tato Kacpra pojechał na Akedmickie Mistrzostwa Polski w LA, jako klubowy wicemistrz Europy w najbardziej destrukcyjnej dyscyplinie LA (trójskok) nabawił się parę lat temu kontuzji, rzecz jasna nie zważając na nogę pod naciskiem ojca trenera i całego tego jeb... trenera polibudy (tak na marginesie który przypisuje sobie osiągnięcia zawodników pb, którzy w większości mają swoich klubowych trenerów) pojechał na te cholerne zawody.
Dnia pierwszego skakał w dal - kontuzja nogi się odezwała, ale to nic, następnego dnia do trójskoku zamrozili mu ją, lekarz sportowy oświadczył, że w takim stanie zawodnik skacze na własną odpowiedzialność, bo noga nie nadaje się do takich obciążeń, ale oczywiście pod naciskami 'Wielkiego Trenera Polibudy Pana K.', który skwitował to krótko: "Kamilu nic się nie stanie" mój skarb skoczył ... i co dalej ... a dalej to, że bo dwóch odbiciach pomimo zamrożenia kostki, trzeciego odbicia nie wykonał, bo ból go zamroczył i nie doleciał nawet do piachu. Rozwalił sobie nogę na amen. Ale słuchajcie dalej. Tego samego dnia po południu moje kochanie miało biegać sztafetę 4 x 100 m, i wyobraźcie sobie, że Pan Wielki Trener stwierdził, że do popołudnia ból przejdzie i jakoś się pobiegnie. No i w tym momencie Adze nerw centralny się szarpną .. jak łatwo podejrzewać Tato sztafety już nie biegł .. karierę swoją zakończył, a nogę ma już rozwaloną do końca życia.
Z tego właśnie powodu nigdy nie pozwolę mojemu dziecku na poważnie zająć się sportem. Dość się napatrzyłam na nieludzkie traktowanie zawodników przez ich trenerów, wszystko jest pięknie i ładnie dopóki nie pojawia się kontuzja lub dopóki nie zaczyna się tracić formy. Chore to środowisko jak dla mnie, chociaż UWAGA zaznaczam, że są wyjątki od reguły, które miałam przyjemność poznać. Tyle.
floorfilla 2005-05-22 23:32:28
skomentuj (0)
chorowanie
Najpierw rozchorował się Kacper, następnie od poniedziałku mama chodzi pół przytomna, a teraz kolej na tatę. Może do końca następnego tygodnia wróci wszystko do normy, na razie dom nasz wygląda jak wysypisko zasmarkanych chusteczek w połączeniu z apteką.
A biedny tatuś wyjeżdża we czwartek i zostawia swoje chorowiny na pastwę losu ... smutno :(

Wogóle czuję się beznadziejnie i fizycznie i psychicznie, czasami już nie wiem które jest gorsze. Nic mi się nie chce, smutno mi ciągle i jakoś tak nijako. Smutno mi się robi jak patrzę na innych i widzę jak sobie żyją spokojnie. Najbardziej jednak zazdroszczę znajomym jednej rzeczy: możliwości odpoczynku, tego komfortu psychicznego, że jak sobie zaplanują czas, że przykładowo po zrobieniu czegoś położą się i pośpią to będą mogli sobie na to pozwolić. Brakuje mi możliwości spokojnego poleżenia i poczytania, nieprzerwanego karmieniem, przebieraniem, lulaniem, bawieniem się z Kacprem. Brakuje mi możliwości obejrzenia filmu, kąpieli w zaciszu, drzemki nieprzerwanej płaczem dziecka itd. Tak bardzo potrzebuję tego, że szok. Po całym dniu opieki nad dzieckiem, człowiek nie ma sił żeby się pouczyć, nie ma chęci i zapału, a możliwości pracy w dzień nie ma wogóle, bo nie sposób pracować jak co 5 minut jest potrzeba zrobienia czegoś innego, albo jak cię mały brzdąć ciągnie za nogę lub próbuje pomóc Ci pisać (Kacper kocha wręcz klawiaturę). Chyba mam podły humor, bo użalam się nad sobą jak stara baba. Pewnie mi przejdzie, a może i nie ... z resztą kogo to obchodzi :'-(
floorfilla 2005-05-13 16:53:50
skomentuj (1)
:(
No i wróciłam ... wczoraj. Pełni pozytywnej energii i nowych sił pojechaliśmy z 'Przyszłym Mężem' odebrać Kacpra z uzdrowiska. I co zastaliśmy? Brawo ... Kacpra + 40 stopni dzidziowej gorączki :'-( Załamani na maksa zabraliśmy chorą 'zizię' do domu. Tak koszmarnej nocy nie pamiętam. Kursy od okna do drzwi wejściowych i z powrotem z 10 kg dzieckiem, które płacze przez całą noc, wyzbyły nas całkowicie z zebranej energii. Dzisiaj identycznie. Ciągły płacz, wysoka gorączka i matczyne serce, które kraja się z rozpaczy. A co lekarz na to? Po raz trzeci mówi nam, że to tzw. wirusówka trzydniowa, którą dziecko może przejść raz w życiu. Najpopularniejsze wyjaśnienie gorączki. A ja i tak wiem, że to znowu powtórka z marca. Za tydzień mieliśmy iść do szpitala - widzę, że szybciej to nastąpi. Kolejne dwa tygodnie jak z najgorszego koszmaru. Już zapomniałam, że wyjeżdżałam ... ważne jest tu i teraz i mała, chora 'zizia'.
floorfilla 2005-05-04 13:19:16
skomentuj (1)
Bomba energii.
Mój syn to chodząca bomba energii i radości. Bomba, która wysysa ze swoich rodziców ostatnie pokłady sił. Żywioł jakich mało. Nie usiedzi minuty w jednym miejscu. Po całym dniu uganiania się za młodym, tłumaczeniu tego nie wolno, tamto wolno, człowiek pada na twarz i nie ma ochoty już na nic. Ale zamiast spać to Nowy Ludzik oczywiście robi nocne sceny głodu oraz 'niewygodnie mi spać - ułóżcie mnie'. I tak non stop. Odechciewa się wszystkiego, akumulatorki życiowe już dawno się rozładowały, więc pora je podładować, dlatego więc Kacper jedzie do uzdrowiska do dziadków, a rodzice śmigają sobie na długi weekend do Augustowa. Odetchnąć, odpocząć, zebrać siły, by móc znowu być stopniowo wysysanym przez Naszego Żywioła.

Poza tym udało mi się w końcu przeczytać iście kontrowersyjny "Kod Leonardo da Vinci". Niestety nie podzielam zbiorowego zachwytu nad tą pozycją. Tanie sensacja jak każda inna. Tyle.
floorfilla 2005-04-29 11:17:13
skomentuj (0)
hardcore
Takiego hardcoru w życiu chyba nie miałam. Jawnie miałam wrażenie, że opuszczę już ten padół ziemski. Albo się zatrułam, albo w szpitalu podłapałam jakiegoś wirusa czy innego zarazka. Z początku myślałam, że to złe samopoczucie to efekt uboczny silnego antybiotyku, który od dwóch dni przyjmuję. Ale okazało się, że nie. Cała noc wczoraj i popołudnie, spędziłam albo nad muszlą klozetową, albo nad wanną (czasami nie zdążyłam podnieść deski). Z dodatkowych przyjemności to gorączka i najgorsze co może być chyba to przeraźliwe rwanie kości i ból stawów. Po takiej dawce wrażeń nie jestem w stanie chodzić i nic robić ... a Kacper wychodzi dzisiaj ze szpitala. Obym ja tam nie trafiła. Najdziwniejsze jest to, że moja mama razem ze mną wczoraj umierała, a mój Skarb napisał, że w szpitalu razem z laską na sali oboje mieli identyczną noc. Pytanie: Czy to jakieś zbiorowe podłapanie jakiegoś gówna? Czy po prostu zbieg okoliczność, że każdy się zatruł czymś? Czy też może we mnie uaktywnił się jakiś wirus, bo ja od tygodnia mam coś w sobie i biorę jakieś półśrodki na to gówno, a ostatnio to dostałam antybiotyk na jakieś bakterie czy co. Z tego co widzę to w przypadku Kamila i laski ze szpitala skończyło się na nocnych wymiotach, mama niekoniecznie się czuje, a ja to wogóle czuję, że nie żyję. Faszeruję się lekami i żygam lekami ... zajefajnie jest. Normalnie extra :'-(
floorfilla 2005-03-23 13:09:15
skomentuj (0)
szpital ...
Dzisiaj mija tydzień odkąd Kacper, a w raz z nim rodzice wylądowali w szpitalu. Stres i nerwy odchodzą w miarę ustabilizowanej sytaucji Maluszka, jednakże zmęczenie daje tak przeraźliwie w kość, że dzisiaj po 12 'szpitalnych' godzinach, gdy ostatkiem sił próbowałam w sklepie kupić sobie coś na kolację, straciłam świadomość i nie wyobrazicie sobie miny ekspedientek, które chcąc wezwać pogotowie i wysłać mnie do szpitala, usłyszały, że stamtąd właśnie wracam i naprawdę nie śpieszy mi się w to miejsce.

A tak na marginesie to dostaję jakiejś kurwicy gdy słyszę coś o Radiu Maryja i osobach z nim związanych. Szlag by ich wszystkich trafił i byłby spokój.
floorfilla 2005-03-18 21:36:34
skomentuj (0)
Pomimo to dobry humor mnie nie opuszcza ...
Człowiek wie, że może spodziewać się wszystkiego po tej uczelni, ale czasami to taka bezradność ogarnia, że aż płakać się chce. Kierunek informatyka studia uzupełniające ... pierwszy semestr: matematyka finansowa, ekonometria ... przymrużmy oko ... drugi semestr teoria portfela ... hmm ... powiedzmy, że tego też nie zauważamy i specjalnie nas to nie wkurza, bo mamy w końcu proseminarium ... HURA! ... a na proseminarium ... teoria gier w piz..u i referat na poniedziałek ... jawnie super, to jeszcze nic, najlepszy jest jednak fakt, że dwóch na trzech wogóle promotorów ma z informatyką tyle wspólnego co ja z pchaniem taczki na budowie, co lepsze praca magisterska też mało wspólnego będzie miała z kierunkiem studiów, najwięcej natomiast wspólnego będzie z teorią gier, bo jakżeby mogło być inaczej na tej pojeb.. uczelni, żeby nam odgórnie nie narzucili promotorów. I to już jest PRZEGIĘCIE !!

Ten cały system w państwie, te wszystkie międzyuczelniane koneksje i powiązania, te wszystkie kółka wzajemnych dofinansowań wykładowców to jest chore! ŻY-GAĆ MI SIĘ CHCE!!
floorfilla 2005-03-03 21:04:47
skomentuj (1)
:)))))))))))))))
Pierwszy wieczór od niepamiętnych czasów kiedy jestem samiutka w domu. Kacperek u Dziadków, a On w pubie na piwku z najlepszymi kumplami, którzy zaledwie co wrócili z Portugalii to znowy jadą na ten semestr na wymianę :( A ja siedzę sobie w domu i cieszę się tymi chwilami samotność, w których pofarbowałam włosy, zrobiłam 15 maseczek, zabalsamowałam się jak mumia .. a teraz słucham muzyki (dość głośno) i tańczę, i cieszę się i śmieję i skaczę po łóżku, aż pod sufit i śpiewam i tańczę i tańczę .... :))) i jest suuuuuuperancko ....... :)))

Fajnie być kobietą :)

Chyba otworzę sobie wino :)
floorfilla 2005-03-01 20:23:55
skomentuj (0)
_|-|_
jestem w dołku ... dużym ... tak po prostu.
floorfilla 2005-01-27 11:07:34
skomentuj (0)
rozmowy niekontrolowane
niuń?
ja już wiem czemu on [czyt. Kacper]jak sie śmieje to rękę do buzi wsadza
powiedział mi ze skoro już buzia jest otwarta przy uśmiechu to wypada do niej wręcz coś włożyć
otako

W ten oto sposób tajemnica tego dziwnego zachowania mojej małej żaby została rozwiązana.

floorfilla 2005-01-11 13:09:37
skomentuj (0)